- Kurwa... Ale mi się nie chce - szepnęłam cicho pod nosem, przejeżdżając ręką po twarzy. Co ranek to samo. Po co to robię? Wstaję, idę do miasta, próbuję wyhaczyć jakąś kasę, przeżyć a wieczorem pójść gdziekolwiek, by w środku nocy wrócić do tego syfu, na niewygodny materac i zapaść w płytki sen. Usiadłam, odrzucając cienki koc. Jeśli teraz nie wstanę, to nie zrobię tego nigdy. Z trudem podniosłam się na nogi i podeszłam do starej szafy, stojącej w rogu niewielkiego pokoju. Wyciągnęłam pierwsze lepsze ubranie, zrzucając rzeczy z wczoraj. Kiedy wciągnęłam na siebie grube legginsy, drzwi otworzyły się.
- Strasznie późno wróciłaś - zauważył Mike, siadając na materacu. Wysoki blondyn wynajmował mi pokój w swoim mieszaniu.
- Mógłbyś pukać, jeśli chciałbyś wejść - zauważyłam ze znudzeniem. Zaczynam wątpić w przypadek, że wchodzi zawsze, kiedy się przebieram. Chłopak tylko wzruszył ramionami. Przypatrzyłam mu się uważniej, podchodząc bliżej.
- Znowu brałeś - mruknęłam, widząc mocno rozszerzone źrenice.
- Tylko trochę. Ale towar pierwsza klasa - odparł, rozmarzony. - Wracaj wcześniej.
- Kupiłam sobie pierścionek. Ładny? - Spytałam, pokazując mu cienką, srebrną obrączkę z kawałkiem oszlifowanego, niebieskiego szkła na środkowym palcu.
- Piękny - odparł. - Nie chcę ciebie zbierać potem z jakiegoś rowu. Jesteś jedyną osobą, którą toleruję i która chciałaby mieszkać w takim miejscu - rozejrzał się dookoła.
- Nie będziesz musiał mnie zbierać. Obiecuję. A teraz wypad - powiedziałam, sięgając po ukochane glany. - Kupić coś?
- Mleko - rzucił blondyn, wychodząc i trzaskając drzwiami. Kiedy skończyłam wiązać buty, również wyszłam. Chwyciłam swój komplet kluczy z szafki przy drzwiach, pakując go do kieszeni lekkiej kurtki. Na klatce schodowej przywitał mnie zapach potu i moczu. Welcome home kurwa.
- Chciałem ci to tylko oddać - wysapał mężczyzna, podając mi jakiś przedmiot. Rozpoznałam swój portfel. Że co proszę?
- Żartujesz sobie? - Chwyciłam zgubę, chowając do kieszeni. Przez chwilę przyglądałam się jego twarzy. Wydawała się tak znajoma... Nic więcej nie mówiąc wstałam i odeszłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz