poniedziałek, 16 listopada 2015

Od Rosalin Cd. Killian

- Killian... Killian! - Krzyknęłam, klęcząc koło mężczyzny. Marrey odwrócił się, patrząc na to z nieskrywanym wstrętem, po czym prychnął i wyszedł.
- Los się o kogoś upomniał - powiedział tylko, zamykając drzwi.
- Sukinsyn - mruknęłam pod nosem, przykładając ucho do klatki piersiowej Killa. Odetchnęłam z ulgą.Oddychał. Chwyciłam jego nogi i podniosłam do góry. - Nie umieraj mi tu dupku. Nie zdobędę tyle kasy. No i trochę będę tęsknić - szepnęłam, ciągnąc do w stronę sofy. Ramiona bolały mnie od ciągłego wykręcania ich przez tych pieprzonych osiłków. Po dobrych pięciu minutach położyłam Killiana na sofie. Ściągnęłam mu koszulkę. Wciągnęłam gwałtownie powietrze na widok pięknego, wielkiego siniaka na jego brzuchu.  Ostrożnie zaczęłam macać mu żebra by sprawdzić, czy żadne z nich nie jest złamane.
- Ross?Nie spodziewałem się tego po tobie - Kill ocknął się i nawet wysilił na kiepski żart.
- Zamknij się - warknęłam tylko. - Potem z tobą pogadam. Póki co nie ruszaj się jasne? - Poszłam do łazienki, by poszukać jakiejś maści na obicia. Nagle coś stłukło się w salonie. Killian leżał na boku, wymiotując krwią. - Cholera! - Krzyknęłam, podbiegając do niego. Znowu zemdlał. Chwyciłam telefon i zadzwoniłam na pogotowie.
***
Siedziałam na jednym z tych niewygodnych, szpitalnych krzeseł w poczekalni, tępo patrząc się przed siebie. Byłam sama. W całym korytarzu panowała cisza i pustka. Zerknęłam na zegar ścienny, który wskazywał trzecią nad ranem.  Odetchnęłam głęboko, kryjąc twarz w dłoniach.Nie wiem ile tak siedziałam. Ktoś stanął nade mną i odchrząknął głośno. Podniosłam głowę, patrząc jak naćpana na niewyraźną twarz lekarza.
- Rosalin?
- Tak.
-  Michael ma się dużo lepiej. Udało nam się zatamować krwawienie wewnętrzne. Muszę się jednak spytać, co się stało? - Mężczyzna usiadł koło mnie, patrząc wyczekująco, z długopisem nad kartką.
- Wracaliśmy z restauracji, kiedy ktoś nas zaatakował. Nie pamiętam ich twarzy - skłamałam gładko. - Pobili nas. Udało nam się dojść do mieszkania, ale wtedy Mich zemdlał.
- I zadzwoniłaś do nas - dokończył lekarz. Skinęłam tylko głową, patrząc się przed siebie.
- Mogę go zobaczyć? - Spytałam, wstając z krzesełka.
- Oczywiście. Mówiłaś, że jesteście zaręczeni tak?
- Tak - odparłam chłodno, idąc za nim. Coraz mniej mi się to wszystko podobało. Miałam ochotę po prostu się położyć i zasnąć. Weszłam do niewielkiego pokoju, gdzie leżał Killlian. Wyglądał całkiem nieźle. Spał, oddychając miarowo. Skrzywiłam się na widok długiego rozcięcia na całym prawym boku. - Skarbie...? - Usiadłam na skraju łóżka, chwytając jego dłoń. Był tak przyjemnie ciepły...
- Niedługo powinien wybudzić się z narkozy - poinformował mnie lekarz, po czym wyszedł. Położyłam się obok Killa, patrząc na niego z troską. Mimo że jest strasznym idiotą to... Nie. W sumie to tylko tyle, że jest strasznym idiotą. Przytuliłam się do niego by nie spaść i po jakiś czasie zasnęłam.
***
Rano obudziła mnie pielęgniarka.
- Musi Pani zejść - zauważyła chłodno piguła.
- Oczywiście - ziewnęłam szeroko, schodząc z łóżka. Patrzyłam jak kobieta mierzy Killianowi temperaturę, patrzy na szwy i takie tam.
- Ross... - mruknął mężczyzna. Podskoczyłam na dźwięk jego schrypniętego głosu od razu podchodząc do łózka. Chwyciłam jego dłoń, całując go jednocześnie w policzek.
- Już dobrze... Jestem tutaj  uśmiechnęłam się sztucznie ze względu na obecność piguły. Gdyby jej tu nie było, Killian by oberwał. - Nie mów nic - położyłam mu palec na ustach. Oczy mężczyzny rozszerzyły się trochę, jednak siedział cicho. Poczekałam aż pielęgniarka wyszła, po czym puściłam jego rękę.
- Wiesz ile musiałam kurwa kłamać? Wiesz?! - prawie krzyczałam. - Kurwa!
- Spokojnie Ross... Co się w ogóle stało?
- Krwawiłeś wewnętrznie, więc zadzwoniłam po pogotowie - mruknęłam. -  Odratowali cię na szczęście. Masz na imię Michael jak coś.
- A co z tobą...? Gdybyś była współlokatorką, nie wpuściliby cię do mnie - zauważył mężczyzna, marszcząc brwi. Próbował się podnieść, jednak syknął z bólu.
- Nie wiszę ci już żadnej przysługi - powiedziałam tylko, czując jak czerwienieją mi policzki. - Dawno tyle nie kłamałam i nie udawałam - odwróciłam się w stronę okna, podchodząc do niego. Otworzyłam je szeroko, wpuszczając do środka świeże powietrze. - Zamierzasz mu zapłacić? Temu całemu szefowi? - Spytałam obojętnie, opierając się plecami o parapet. - Kim on w ogóle jest?

Kill?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz