środa, 18 listopada 2015

Od Rosalin Cd. Killiana

- Sam wstawisz te pieprzone drzwi - powiedziałam, podchodząc do łóżka.  - Zamierzasz po prostu uciec tchórzu?
- Ross... Zostaw mnie. Mam zły humor- mrukną Killian,marszcząc brwi. - I jestem zmęczony.
-Pierdol się - mruknęłam, pokazując mu środkowy palec.
- Tobie bardziej się to przyda skarbusiu - zauważył mężczyzna z sprośnym uśmiechem, dalej nie otwierając oczu.
- Grr... - warknęłam, dusząc w sobie ochotę uduszenia go. Wyszłam, prawie uderzając drzwiami jakąś pielęgniarkę. Pewnie podsłuchiwała. W sumie i tak mam to w dupie. Wyszłam na chłodną ulicę, otulając się mocniej,cienkim płaszczem. Przez całą drogę do mieszkania  przeklinałam Killiana pod nosem.Pieprzony, pierdolony idiota... Zrzuciłam torbę z ramienia, klękając przed rozwalonymi drzwiami. Nie wyglądały za dobrze. Zacmokałam głośno, próbując je wstawić.
***
- Kurwa mać! By was szatan pochłonął! - Krzyknęłam, kopiąc zrezygnowana w drewno. Dziesiąty raz próbuję je podnieść i nic! - Psia wasza mać do kurw..
- Przepraszam... - zauważył cichy, aczkolwiek uprzejmy głos za moimi plecami. Odskoczyłam, odwracając się w stronę wysokiego, jasnowłosego chłopaka. Był mniej więcej w moim wieku. - Może mogę jakoś pomóc? - Uśmiechnął się oszałamiająco, odsłaniając białe zęby. Założyłam włosy za ucho, spalając buraka.
- Jasne. W sumie to miło...- burknęłam, osuwając się na bok. Patrzyłam jak powoli podchodzi, chwytając drzwi. Gładko wstawił je na swoje miejsce, naprężając imponujące mięśnie. Przygryzłam lekko wargę, odwracając wzrok.
- I gotowe. Przy okazji. Jestem Luke - chłopak wstał otrzepując kolana. Wyciągnął rękę w moją stronę.
- Rosalin - przedstawiłam się. - Mieszkasz tutaj? Nie widziałam cię wcześniej - uśmiechnęłam się lekko.
- Właśnie się wprowadzam. Mieszkam piętro niżej, ale twoje krzyki było słychać aż na ulicy - zaśmiał się. Poczułam jak policzki robią mi się czerwone. Znowu.
- Naprawdę? Jezu... Wejdziesz na chwilę? - Zaproponowałam, wskazując na drzwi.- Mojego współlokatora nie ma, więc nikt nie będzie nam ślęczeć nad głową. A on potrafi być wkurzający - przewróciłam oczami.
- Powinienem się rozpakowywać... Może wpadnę za godzinę? -Odparł Luke, patrząc za zegarek. -Przyniosę coś do jedzenia czy coś...
- Jasne - skinęłam głową, wchodząc do mieszkania. - To do zobaczenia.
***
Zaśmiałam się głośno, wylewając resztki wina z butelki. Luke siedział od dobrych kilku godzin. W sumie to zbliżała się dziewiąta, ale nie przeszkadzało mi jego towarzystwo. Wręcz przeciwnie. Było miło i wesoło.
- Czyli... Chciałeś ratować kaczkę przed utonięciem tak? - Spytałam, opierając się wygodnie o sofę.
- Miałem pięć lat - Luke uśmiechnął się, kręcąc głową. - Dzieciństwo jest jak dobra impreza.Wszyscy wiedzą co robiłeś tylko nie ty.
- Nie wiem - wzruszyłam ramionami. -Nigdy na żadnej nie byłam.
- Nie?!
- Powiedzmy, że raczej nie mam wesołej przeszłości - skrzywiłam się. - Nie chcę o tym gadać - mruknęłam, widząc jego minę. Nagle on mnie przytulił. Tak po prostu. Przez chwilę siedziałam sztywno, nie do końca wiedząc co się stało. Objęłam go w końcu, opierając brodę o jego ramię. Odetchnęłam głęboko, zamykając powieki. Mogłabym tak siedzieć do końca świata. Chłopak odsunął się jako pierwszy. Nim zdążyłam się cofnąć, chwycił mnie za podbródek. Odwróciłam lekko głowę, zmieszana spuszczając wzrok. Luke dotknął mojego policzka, lekko muskając wargami moje usta. Spojrzałam na niego zdziwiona i zszokowana.Uderzyłam go z liścia w twarz.
-Za szybko.. Boże ... Idiota ze mnie.. - chłopak zaczął gadać jak pokręcony. To alkohol. Na pewno tak. Wszystko ten pieprzony alkohol.Trzeba było skończyć na jednej butelce...Przysunęłam się do niego, ujmując jego twarz w dłonie i oddałam pocałunek. Mizialiśmy się przez chwilę, aż Luke popchnął mnie do tyłu. Opadłam na poduszki, oddychając płytko. Alkohol, alkohol, alkohol... Chłopak schodził właśni na moją szyję, kiedy zadzwonił telefon.
-Czekaj - powiedziałam, odpychając go lekko. Odebrałam.
- Hej... Jak tam? Żyjesz jakoś?- Spytał Killian.
- W szpitalu nie ma czegoś takiego jak cisza nocna?- Mruknęłam, lekko wytrącona z równowagi. Luke wyjął mi słuchawkę z dłoni.
- Wybacz, ale Rosalin jest trochę zajęta - wymruczał, przerywając połączenie i odkładając telefon na stół. Wrócił do powolnego całowania mojej szyi. Telefon znowu zadzwonił. - Ignoruj to - mruknął blondyn. Nie. Tego nie dało się ignorować. Zresztą... Wróciło mi trzeźwe myślenie. W końcu.
- Lepiej będzie jak pójdziesz - powiedziałam, znowu go od siebie odpychając. - Znając go, to zaraz tu przybędzie z odsieczą - wstałam, doprowadzając włosy do porządku. - Dobranoc. Wiesz gdzie są drzwi - machnęłam w nieznanym kierunku, opierając czoło o dłonie. Musze odpocząć. Kiedy Luke wyszedł, przekręciłam klucz w zamku i poszłam spać.
***
Rano obudziło mnie wściekłe walenie.
- Chwila! - Wyskoczyłam z łóżka, zaplątując sie w pościel. Otworzyłam drzwi by zobaczyć twarz bardzo wściekłego Killiana.
- Gdzie on jest? - Warknął, łapiąc mnie za ramiona i potrząsając.
- Wyszedł wieczorem - powiedziałam. -Przestań mną trząść i wracaj do szpitala!
- Wyjaśnisz mi co on robił w MOIM mieszkaniu bez MOJEJ zgody? - Spytał, mocno wbijając paznokcie w moją rękę.
- Puśc mnie! - krzyknęłam, mocno nadeptując mu na nogę. - Pomógł mi z drzwiami. Wprowadził się tutaj i... - zaniemówiłam na widok Luka, uzbrojonego w wałek do ciasta. Killian też go zauważył. - Co ty chcesz z tym zrobić? Pierogi lepić? - Spojrzałam na niego z zażenowaniem.
- Ty! -Kill ruszył w jego stronę. - Za kogo ty się kurwa uważasz?!
- Spokój! -Próbowałam ich rozdzielić, ale to na nic. Dwójka samców zaczęła walkę  na spojrzenia i wypinanie klaty. Pobiegłam do kuchni, chwytając jedną z pustych butelek po winie i wróciłam do korytarza. Byli tuż przy schodach. Jeszcze chwila i zlecą oboje. Z całej siły uderzyłam butelką o ziemię, roztrzaskując ją w drobny mak.
- Spokój do kurwy nędzy! Ty - wskazałam na Luke'a. - Wróć do siebie do mieszkania i nie wtrącaj się póki co. Killian. Do mieszkania. Ubierz się w coś porządnego, bo zaraz ci spodnie zjadą - spojrzałam tylko na szpitalne portki,  których przyjechał i cofnęłam się do mieszkania. Po kilku sekundach usłyszałam dźwięk zatrzaskiwanych drzwi.
- Co ty ...
- Killian. Jestem kobietą wolną i mam swoje zachcianki - powiedziałam nie patrząc na niego. - Nie rozwaliłam ci chaty. Nawet posprzątałam. I nie wtrącaj się więcej w moje życie prywatne - szybkim krokiem oddaliłam się do swojego pokoju. Płacz ugrzązł mi gdzieś w gardle. Mężczyzna chwycił mnie za nadgarstek, odwracając w swoją stronę, Dokładnie zmierzył mnie wzrokiem.
- Ale na pewno wszystko w porządku?
- Tak. Moje dziewictwo zostało nienaruszone. Chcesz sprawdzić? - Spytałam, prawie załamana. Przez chwilę sprawiał wrażenie, jakby był do tego zdolny. Przewróciłam tylko oczami, wyrywając się z jego uścisku i zniknęłam w swoim pokoju,przekręcając klucz w zamku. Rzuciłam się na łóżko, płosząc śpiącego Blaze'a. Zaczęłam cicho szlochać, tłumiąc jakikolwiek dźwięk poduszką.

Kill?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz