środa, 4 listopada 2015

Od Rosalin Cd. Killiana

Przez długi czas patrzyłam na torbę w dłoniach mężczyzny. Jęknęłam cicho, przewracając oczami i chwyciłam ją niechętnie. Killian uśmiechnął się szeroko.

- Nie szczerz się tak - mruknęłam. - Jak będę musiała to odpracować?
- Jeszcze się zobaczy. Ale zapamiętam to sobie. Jeśli chcesz wiedzieć, gdzie masz to zanieść, to trzymaj - czarnowłosy podał mi kopertę z listem. Zarzuciłam torbę na ramię i zabrałam papier.
- Przyjdę rano, jeśli wszystko się uda. Ustalimy jak mam to odpracować - zaproponowałam niechętnie.
- Przygotuję świeczki skarbeńku - mężczyzna puścił do mnie oczko. Kiedyś mu przywalę. Naprawdę... Warknęłam w odpowiedzi i wyszłam z apartamentu. Doszłam do rogu ulicy i dopiero tam ponownie otworzyłam list. Miałam przyjść o zmierzchu do opuszczonych magazynów, na obrzeżach. Nie podobała mi się wizja chodzenia praktycznie cały dzień z taką kasą, by potem, w nocy, samotnie udać się do magazynów. Póki co udałam się do mieszkania Mike'a. Może choć trochę spróbuję je ogarnąć. W sumie i tak nie mam nic lepszego do roboty.


***

Wytarłam brudną od kurzu twarz, opierając się o mop. Chyba jeszcze nigdy nie było tutaj tak czysto. W pokoju leżał materac, niewielka szafka oraz posklejane resztki fotela. I lampa, którą znalazłam na strychu.
- Trzeba się ruszyć - mruknęłam, wyglądając przez okno. Słońce zachodziło i zrobiło się jeszcze bardziej ponuro niż zwykle. Chwyciłam skórzaną torbę, po czym wyszłam w miasto. po niecałej godzinie stałam przed magazynem z wielkim numerem jeden nad drzwiami. Zapukałam trzy razy, dwie sekundy przerwy, jedno stuknięcie i jeszcze cztery stuknięcia, po sekundzie przerwy. Przede mną pojawił się mężczyzna.
-Przyszłam po znajomego - mruknęłam, stając swobodnie.
- Proszę wejść księżniczko - zadrwił, skłaniając się i szczerząc żółte zęby w szerokim uśmiechu. Skrzywiłam się lekko. Z duszą na ramieniu weszłam do środka.
***

- Masz podbite oko - zauważył Killiam, celując we mnie widelcem.
- No co ty pieprzysz... - mruknęłam, opierając policzek o dłoń. Siedzieliśmy u mężczyzny w mieszkaniu. Był ranek, następnego dnia.
- Ale co? Udało się?
- Mike siedzi w mieszkaniu i się odtruwa. Stwierdził, że pieprzy całe te narkotyki i całą resztę. Wyprowadza się, jak tylko skończy rzygać. Nawet znalazł kupca na mieskzanie.
- Ciebie? - Spytał Kill, nabijając kanapkę na widelec.
- A wyglądam jakbym miała kasę na jakikolwiek dach nad głową? - Spytałam, rozkładając ręce. - Chodzę w tych samych ubraniach od dwóch dni, spałam trzy godziny, mam podbite oko i ani grosza przy duszy! - krzyknęłam. - Nie, to nie ja. Ale dostanę część kasy za mieszkanie, więc będę mogła ci oddać - położyłam głowę na stole.
- A ta kasa co miał ci tamten dzieciak przynieść? - Zauważył Killiam, przysuwając talerz bliżej siebie. Patrzył na mnie jakoś tak dziwnie.
- Dwadzieścia dolarów - odparłam. - Kupiliśmy sobie za to śniadanie. Dobra. To co będę musiała robić? - mruknęłam niechętnie. - Odlicz jakieś 15 tysi, bo tyle powinnam dostać za mieszkanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz