- Porwali mi współlokatora - wyjaśniłam, bawiąc się pierścionkiem na palcu.
- To bardzo źle - mruknął niewzruszony chłopak. -Jak grzecznie poprosisz, to ci pomogę.
- Proszę - powiedziałam cicho, patrząc na niego. Czarnowłosy ujał swoją brodę, robiąc zamyśloną minę.
- Nie - wzruszył ramionami po chwili namysłu. Zmrużyłam powieki, patrząc na niego morderczo. Westchnęłam.
- Bardzo grzecznie proszę cię o pomoc w znalezieniu mojego współlokatora
- wstałam i wyciągnęłam rękę w jego stronę. Spojrzał na nią
flegmatycznie, po czym ujął ją mocno. Kącik ust mimowolnie uniósł mi się
do góry.
- Tylko załatwmy to szybko - mruknął mężczyzna.
- To nie daleko. Dziesięć minut drogi - odparłam, wkładając ręce do
kieszeni kurtki. Po kilkunastu minutach staliśmy przez wyważonymi
drzwiami. Ponownie.
- O kurde... - czarnowłosy uniósł brwi w wyrazie zdumienia. Nie dziwię
mu się. Całe mieszkanie wyglądało jak po przejściu huraganu. Z starego
fotela została gąbka, podarty materiał i sprężyny. Stolik leżał porąbany
gdzieś w kącie, razem z krzesłami.
- Wyrzuciłam już spalone ubrania i wywietrzyłam, więc nawet nie śmierdzi
- powiedziałam cicho, wchodząc do swojego pokoju. - Zostawili to -
podałam mu kopertę z listem w środku. - Jesteś Killian prawda? - Spytała
ostrożnie, opierając się o ścianę.
- Być może... - odpowiedział powoli, zastygając w miejscu.
- Zazwyczaj ludzie się nie chwalą, że są Herosami, byle obcej osobie.
Ale wiedziałam, że skądś cię kojarzę - pokiwałam głową. - Zajmij się tym
listem i nie przeszkadzaj mi. Muszę znowu wstawić drzwi - mruknęłam,
patrząc na rozwalone zawiasy.
- Mogę poznać twe imię skarbeńku?
- Rosalin - zmarszczyłam brwi, podciągając rękawy. Przykucnęłam, oglądając zniszczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz