Chwyciłem pilota i włączyłem nastrojową muzykę. Innym guzikiem sprawiłem, że główne światło zgasło, a jedynym oświetleniem były świece i lampi świecące nad kominkiem.
- Mamy teraz czas tylko dla siebie - powiedziałem uśmiechając się.
- To będzie naprawdę długi wieczór - mruknęła Rosalin.
***
Minęło kilka dni od tamtego wieczoru. Dowiedziałem się bardzo dużo o przeszłości Rosalin, jej umiejętnościach i przyjacielowi, którego pomogłem jej uratować. Za to ona wie dalej tyle ile wiedziała. No dobra, powiedziałem jej, że zawsze chciałem mieć psa.
Pewnego dnia po prostu wszedłem do jej pokoju i powiedziałem jej.
- Musisz gdzieś ze mną pójść.
- Puka się, wiesz? - warknęła Rosalin siedząc na łóżku. - I niby gdzie?
- Powiem ci po drodze. Idź się przebrać. Ubranie czeka na ciebie w łazience. To będzie już jedna przysługa, którą wypełnisz.
- Dobra - mruknęła dziewczyna wstając.
- I umaluj się jakoś skarbeńku - mrugnąłem do niej. - Musimy się ładnie prezentować.
Wyszedłem z jej pokoju i czekałem na kanapie w salonie.
- Krótszych nie było? - usłyszałem głoś Rosalin.
Wstałem i spojrzałem na nią. Miała czarną, błyszczącą sukienkę sięgającą połowy ud, ciemny makijaż i warkocz na bok.
- Fikuśna fryzura - stwierdziłem.
- Oj, cicho bądź - powiedziała dziewczyna. - Miejmy to już za sobą.
Otworzyłem drzwi.
- Panie przodem - uśmiechnąłem się do niej.
Ross tylko przewróciła oczami i wyszła, a ja zaraz za nią.
***
- Podsumowując, mam udawać twoją dziewczynę przed innymi użytkownikami kasyna, żeby cię nie wyśmiali to jest kolejna przysługa, którą wypełniłam? - powiedziała Rosalin.
- Mniej więcej - odparłem uważnie obserwując ulicę. W końcu się zatrzymałem. - Oto i jesteśmy.
Wysiadłem z samochodu i otworzyłem drzwi od strony pasażera. Ross niechętnie chwyciła moją rękę i wysiadła z samochodu. Podałem jej ramię.
- Spróbuję ci dotykać jak najmniej, skarbeńku - uśmiechnąłem się do niej.
Powolnym krokiem weszliśmy do kasyna.
Rosalin?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz