Zamyśliłam się na chwilę.
- Daj mi to przemyśleć -powiedziałam. - Idę zobaczyć co z ciotą w poprzednim mieszkaniu - wstałam od stołu i wyszłam.
- Poprzednim?! - Zawołał Killian za moimi plecami
- Zamknij się! - odkrzyknęłam, trzaskając drzwiami. Zbiegłam po schodach
na dół, myśląc nad propozycją mężczyzny. Po trzydziestu minutach byłam u
Mike'a. Od progu przywitał mnie okropny smród. Zasłoniłam nos i usta
rękawem, po czym weszłam do środka. Chłopak leżał na podłodze,
przebierając niespokojnie nogami.
- Jak tam?- Spytałam, podchodząc do okna i otwierając je na oścież.
- Zimno jest kuvvwa... - jęknął chłopak, wyginając plecy pod dziwnym kątem
- Śmierdzi - odpowiedziałam, wdychając chłodne powietrze.
- Zawsze o mnie dbałaś - mruknął, dalej machając nogami. Po chwili
zaczął cały drżeć. Siedziałam u niego do wieczora, wycierając wymiociny z
podłogi.
- Dzięki za pomoc - szepnął Mike, czołgając się do materaca.
- Jeśli wszystko będzie śmierdzieć, to cena mieszkania spadnie, a ja
potrzebuję kasy - wyjaśniłam. - Nie waż się zamykać tego okna na noc.
Przyjdę jutro - rzuciłam przez ramię, schodząc po schodach. Było już
ciemno. Znowu. Muszę nauczyć się dobrze chodzić po tym mieście. Po
drodze wstąpiłam jeszcze do sklepu, po jakieś wino. Wydrapałam resztki
pieniędzy z portfela, płacąc za trunek.
- Ej! Laleczko! Może chcesz spędzić noc z kimś lepszym? - Zawołał jakiś
menel, kiedy wyszłam na ulicę. Uśmiechnęłam się do niego.
- Nie ma nikogo lepszego od własnego ego - odparłam, idąc w stronę
mieszkania Killiana. Weszłam po schodach na ostatnie piętro. Zapukałam
do drzwi. Po chwili otworzył mi Killian.
- Namyśliłaś się skarbeńku? - Spytał z uśmieszkiem.
- Nie mam kasy za dzisiejszy wieczór, ale mam wino - pokazałam mu butelkę z alkoholem.
- Wolałbym rum, ale może być - czarnowłosy wzruszył ramionami. - Wchodź.
Drugie drzwi po lewej. Kasę za rzeczy kiedyś mi tam oddasz. Są w szafie
- Co? Jakie rzeczy? - Zmarszczyłam brwi, idąc z niepokojem do pokoju.
Był skromny. Po prawej od drzwi biała szafa, na środku dwuosobowe łóżko a
obok niewielka komoda. Zamknęłam drzwi. Podbiegłam do łóżka, rzucając
się z krzykiem w miękką pościel. Wciągnęłam się, przytulając do
poduszek. Wstałam po pięciu minutach, dalej ściskając w dłoni róg
beżowej kołdry. Podeszłam do szafy i otworzyłam ją.
- Żartujesz sobie prawda? - Spytałam, wychodząc z koronkową bielizną w ręce.
- Wyglądam jakbym żartował? Dalej skarbusiu, bo się świeczki wypalą.
Jak chcesz, to możesz siedzieć w brudnych rzeczach sprzed trzech dni,
ale nie siadaj koło mnie. Wina też nie dostaniesz - zawołał chłopak z
kanapy. Przeklinając go pod nosem, wróciłam do siebie. Weszłam do
salonu, ubrana w zdecydowanie za krótką spódnicę i koszulkę.
- Tylko spróbuj mnie dotknąć, to oberwiesz. Mocno - dodałam po chwili,
widząc wielkiego banana na twarzy Killiana. Chwyciłam pełny kieliszek i
upiłam łyk.
Kill?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz