wtorek, 10 listopada 2015

Od Killiana Cd Rosalin

Zacmokałem z dezaprobatą.
- Wstawaj, skarbusiu - powiedziałem. - Musisz gdzieś ze mną pojechać. Odlicz to sobie od przysługi.
- Nie możemy tak zostawić Blaze'a samego - stwierdziła dziewczyna głaszcząc psa.
- Twoja nie żadna wymówka, skarbeńku - mruknąłem. - Blaze sobie poradzi. Pójdę mu dać jedzenie i wodę. Za 15 minut widzimy się w salonie, moja droga.

***

- Gdzie my do cholery jedziemy, Killian?! - zawołała Ross. - Jeśli tylko będziesz się do mnie dobierał, przypierdolę ci z całej siły w kroczę!
Uśmiechnąłem się.
- Może kiedy indziej, skarbeńku - powiedziałem. - Jesteśmy.
Wysiadłem z samochodu,a Rosalin już stała na parkingu.
- Czy to... szpital? - spytała niepewnie.
- Musze coś załatwić - odparłem lekko. - Masz kolejną przysługę do odhaczenia. Udawaj chorą. Nie obchodzi mnie na co. Byleby dość długo. Gdy będzie po wszystkim, przyjdę po ciebie.
Dziewczyna uniosła brew.
- Co będziesz tam robił?
- Moja sprawa - warknąłem. - Chodź.
Weszliśmy do szpitala. Szybko podbiegłem do pielęgniarki i zacząłem machać chaotycznie rękami, co jakiś czas wskazując na Rosalin, która zaczęła zwijać się z bólu. Amatorka...
- Proszę pana, niechże się pan uspokoi! - krzyknęła. - Proszę zostać z dziewczyną, już lecę po doktora.
I pobiegła.
- I jak było? - spytała Ross podchodząc do mnie.
Ludzie jakoś nie zwrócili uwagi na jej "cudowne" ozdrowienie.
- Za mało przekonująco zwijałaś się z bólu - stwierdziłem.
- Pfff...
Pielęgniarka i dwójka lekarzy przybiegły, a Ross od razu zaczęła zwijać się z bólu. Lekarze odeszli z dziewczyną, przywołując jeszcze jakieś inne pielęgniarki, a tamta co z nią rozmawiałem podeszła do mnie.
- Proszę pana, tak mi przykro..
- Sza! Grzecznie przestaniesz mnie okłamywać i powiesz gdzie znajdę lekarskie przebranie.
Pielęgniarka patrzyła na mnie przez chwilę po czym pokazała palcem w którą stronę mam iść i dodała:
- Drugie drzwi po prawej.
- Dobrze - westchnąłem. - Gdzie porodówka? I czy jakaś matka straciła dziecko?
- Porodówka jest na drugim piętrze. O matce nic nie wiem. Będzie tam lekarz, który udzieli ci odpowiedzi.
- Dzięki za pomoc. Nie będziesz pamiętała tej rozmowy, a tym bardziej mnie i Rosalin - pomachałem jej ręką przed twarzą i pobiegłem szybko we wskazanym najpierw kierunku. Gdy spotykałem jakiegoś lekarza czy pielęgniarkę, kazałem zapominać im o mojej obecności.
Trafiłem do odpowiedniego pomieszczenia, przebrałem się i powędrowałem na porodówkę. Tam spotkałem tego lekarza.
- Jest tu jakaś matka, która straciła dziecko? - spytałem od razu.
Lekarz machnął ręką w którą stronę mam iść i nawet na mnie nie spojrzał. Poszedłem w tamtą stronę. Na łóżku szpitalnym siedziała młoda kobieta. Mogła mieć około dwudziestu czterech lat. Miała twarz schowaną w dłoniach i płakała. Zapukałem w otwarte już drzwi.
- Idźcie stąd! - krzyknęła patrząc na mnie. - Nie chcę waszego głupiego jedzenia!
- Nie przyszedłem cię karmić - wzruszyłem ramionami. - Jeśli chcesz umierać z głodu, to twój wybór.
- Jakie to miłe... - mruknęła.
- Słuchaj, wiem, że straciłaś dziecko i wiem, że jest ci ciężko...
- A co ty możesz o tym wiedzieć?! - wydarła się na mnie.
- Bo straciłem kiedyś syna - uśmiechnąłem się do niej niepewnie.
- Przykro mi...
Machnąłem ręką.
- Pogodziłem się ze stratą. Ty też musisz. Ale najpierw musisz wypłakać swoje żale.
- Co proszę? - kobieta popatrzyła na mnie.
- Jeśli nie wydusisz tego wszystkiego nigdy więcej nie zaznasz szczęścia. Musisz wiedzieć, że to nie twoja, czy kogokolwiek wina. Może tylko tego kogoś na górze. Trudno jest się pogodzić ze stratą, ale musisz to zrobić.
Uśmiechnęła się do mnie.
- Wiesz, że nadałam mu imię? - powiedziała. - Miał nazywać się Johnny.
- Ładnie - stwierdziłem. - Dlaczego tak?
- Po moim mężu, który zmarł kilka tygodni wcześniej... Tylko on by mi został. Teraz... nie mam nikogo.
Kobieta zaczęła płakać. Szybko wyciągnąłem fiolkę i chwyciłem tyle łez ile się dało. Miała zamknięte oczy, więc zdążyłem jeszcze wziąć jedną łzę na sztylet. Szybko go ponownie schowałem.
- Pamiętaj co ci powiedziałem...
- Melanie - dokończyła. - Jestem Melanie.
Uśmiechnąłem się do niej.
- Pamiętaj co ci powiedziałem Melanie. Wyduś wszystko z siebie i pogódź się ze stratą. Tak jest łatwiej.
Wstałem i wyszedłem z jej pokoju. Po chwili ściągnąłem z siebie fartuch i pobiegłem szukać Ross. Znalazłem ją w pokoju pełnym lekarzy. Wszedłem do środka jak gdyby nigdy nic, powiedziałem do nich "Nigdy nas tu nie widzieliście" po czym chwyciłem Rosalin  za rękę i wybiegliśmy ze szpitala.
- Masz to, po co przyszedłeś? - wyspała.
- Owszem, skarbeńku. A teraz wskakuj do samochodu. Blaze jest wystarczająco zbyt długo sam w domu.
Dziewczyna bez protestów usiadła na miejscu pasażera. Wsiadłem do auta i szybko odjechałem. Było tak, jak gdyby nas nie było.

Rosalin?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz