Siedziałem w salonie jeszcze przez chwilę. Upewniwszy się, że Rosalin śpi, poszedłem do gabinetu. Otworzyłem jedną z szuflad komody. Odsunąłem na bok stare i niepotrzebne już dokumenty. Wyciągnąłem stamtąd czarną torbę zdobytą wczoraj. Przewiesiłem ją przez ramię. Powolnym krokiem podszedłem do ściany na której był malunek lasu z sarnami i jeleniami w tle na rzeką. Wyciągnąłem rękę i nacisnąłem poroże jednego z jeleni. Ściana odsunęła się ukazując ciemność. Zapaliłem zapałkę i wszedłem do środka. Drzwi zamknęły się za mną. Po prawej stronie, we wgłębieniu była lampa naftowa. Zapaliłem ją i chwyciłem schodząc na dół po schodach. Usłyszałem szelest łańcuchów. Uśmiechnąłem się do siebie.
- Nie uwolnisz się od tego, mój przyjacielu - powiedziałem gdy byłem już na samym dole. Pomieszczenie było małe, wręcz klaustrofobiczne. I nie było tam prawie nic oprócz starego, rozpadającego się stolika i starszego mężczyzny przywiązanego łańcucha.
- Ale też ci nic nie powiem - wychrypiał.
Skrzywiłem się.
- Myślę, że zmienisz zdanie - odparłem i wyciągnąłem z czarnej torby sztylet. Oczy mężczyzny momentalnie się rozszerzyły.
- Skąd to masz?!
- Znam się trochę na językach obcych, wiesz? Znam też sporo ludzi, którzy z wielką chęcią mi pomogli. Ale ktoś i tak musiał ucierpieć. Zawsze ktoś cierpi.
- Cz-czego chcesz?
Zacząłem bawić się sztyletem.
- Niektóre słowa były dla mnie niezrozumiałe - powiedziałem. - Wiem, że pierwszy składnik to krew. Lecz teraz moje pytanie brzmi... Jaka to ma być krew?
Usta mężczyzny otworzyły się.
- Zanim jedna coś powiesz to wiedz, że już nie możesz być takim kozakiem.
Cisza.
- Więc? - spytałem. - Pamiętaj, że moja cierpliwość się kończy. Jeśli nie dostanę odpowiedzi...
- Krew dziewicy - wydusił. - To jest pierwszy składnik.
Spojrzałem na niego.
- Gdzie ja ci, kurwa, znajdę krew dziewicy?
- Ta dziewczyna, która u ciebie mieszka - zaczął z niesmakiem. - Ona się nada.
Zamyśliłem się na chwilę.
- Dobra robota. No nic, nie mam pretekstu by ci cokolwiek zrobić.Ale uważaj, Nathanielu. Inaczej nie ty zapłacisz, a twój młodszy brat Henry.
Nathaniel zaczął się rzucać. Wyszedłem z pokoju obłąkańczo się śmiejąc.
***
Otworzyłem drzwi tak cicho jak tylko umiałem. Mimo to, Blaze i tak podniósł głowę. Już miał zacząć piszczeć, ale ja byłem szybszy.
- Spij i zapomnij o tym - powiedziałem cicho.
Pies skrzywił głową, ale położył się ponownie i zapadł w sen.
- Wybacz, skarbusiu, ale trzeba być gotowym do poświęceń.
Podszedłem do dziewczyny. Zrobiłem jej płytkie cięcie sztyletem. Krew zaczęła kapać najpierw do małej fiolki, a później na sztylet. Ten zaczął mienić się dziwną poświatą po czym zgasł. Rosalin dalej spała.
- Jak można mieć tak twardy sen? - mruknąłem mocząc jej ranę wacikiem i owijając bandażem. - Spij spokojnie, Ross. I nie zdziw się kiedy to zobaczysz, dobrze? To nic takiego. Och, i nie martw się kotku. Za niedługo nie będziesz dziewicą.
Schowałem fiolkę do kieszeni, a sztylet to torby. Wyszedłem z pokoju dziewczyny. Pochowałem wszystko w swoim gabinecie, po czym poszedłem do swojego pokoju i położyłem się jak gdyby nigdy nic.
Rosalin?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz