środa, 4 listopada 2015

Od Rosalin Cd. Killian

- Ale mi łaskę robisz - mruknęłam.
- Uśmiechnij się - odmruknął Kill. Ujęłam jego ramię, unosząc kąciki ust do góry. W kasynie było głośno i jasno. Ktoś zabrał nasze płaszcze, tuż po wejściu do środka.
- Prowadź -poleciłam mężczyźnie, ponownie łapiąc go za rękę. Czarnowłosy przez chwilę rozglądał się po sali, po czym ruszyliśmy w stronę stanowiska do pokera.
- James! Jak miło cię widzieć! - Zawołał ktoś za naszymi plecami. Odwróciliśmy się jednocześnie. Było to starszy mężczyzna, w szarym garniturze.
- Sebastian. Miło cię widzieć. Poznaj moją dziewczynę. Victorio. To mój dobry znajomy Sebastian - dopiero po chwili zorientowałam się, że chodzi o mnie.
- Miło mi poznać - wyciągnęłam wolną dłoń w jego stronę. Ujął ją lekko, po czym ucałował. Z trudem opanowałam się, by nie cofnąć ręki.
- James pewnie ci o mnie opowiadał - łysiejący mężczyzna wyciągnął cygaro z kieszeni marynarki.
- Nie znam Jamiego aż tak długo - odparłam, opierając głowę o ramię Killiana. Zaraz dostanę cukrzycy od tej słodyczy.
- Szkoda. Partyjkę pokera? - Zaproponował Sebastian i nie czekając na naszą odpowiedź, ruszył do stolika.
- Fałszywe imiona James? Nieładnie - mruknęłam.
- Nie mogę szastać naszymi imionami na prawo i lewo skarbeńku - wyjaśnił, nachylając się w moją stronę. Doszliśmy ze spokojem do stolika. Kill usiadł jako pierwszy, po czym zgrabnie usadził mnie sobie na kolanach. Poczułam jego ciepłą dłoń na swojej talii. Pochyliłam się do niego.
- Nie pozwalaj sobie - syknęłam cicho.
- Szukaj mężczyzny w białym garniturze z czarną różą w klapie marynarki - szepnął czarnowłosy. Zachichotałam dla niepoznaki, jednocześnie lekko muskając jego policzek wargami. Założyłam ręce na jego karku, opierając się łokciem o bark. Obserwowałam tłum ludzi, co jakiś czas wracając do gry.
- Ross, Ross - mruknął niecierpliwie Killian, dźgając mnie w żebro. Podskoczyłam, patrząc na niego.
- Przynieś mi jakiegoś drinka kwiatuszku, jeśli już się obudziłaś - powiedział Sebastian, wpatrzony w karty. Chyba nie szło mu najlepiej. Wstałam, prostując skrzywiony kręgosłup.
- Dla mnie może być rum - mruknął Kill, drapiąc się po brodzie. Poprawiłam sukienkę i udałam się w stronę baru. Wybrałam coś dla Sebastiana oraz zamówiłam rum dla Killiana.
- Co taka piękna kobieta robi sama przy barze w kasynie? - Spytał ktoś za mną. Odwróciłam się, by zobaczyć mężczyznę w białym garniturze, z czarną różą przy klapie. Wyglądał na jakieś trzydzieści lat. Ciemnobrązowe, krótkie włosy, zielone oczy oraz szeroki uśmiech. Miał ciemniejszą skórę, z przebarwieniami przy kącikach oczu i na dłoniach. Za to zęby idealnie białe, wybielone z trzy dni temu.
- Przyszłam jedynie po coś dla znajomego i chłopaka - odparłam.
- Chyba chłopak o ciebie nie dba, skoro wysłał cię samą... Bez żadnej opieki - zaczął powoli mężczyzna, niebezpiecznie się przybliżając.
- Masz rację. Jest wrednym sukinsynem - uśmiechnęłam się krzywo, odbierając zamówiony alkohol. Mężczyzna zaśmiał się głośno.
- Podobasz mi się. Mam nadzieję, że Killian nie będzie miał nic przeciwko, jeśli na trochę cie ukradnę - ruszył w stronę stolika do pokera. Powolnym krokiem poszłam za nim, przeklinając się pod nosem. Jestem głupia. Idiotka. Trzeba było się więcej dopytać a nie brać w ślepo. Argh... Przystanęłam na widok rozmawiających swobodnie mężczyzn. Uf... Może jednak żyję.
- Wybacz,ale nie mogę pożyczyć ci Victorii na resztę wieczoru. Przynosi mi za dużo szczęścia. Jesteś skarbeńku. Długo cię nie było - powiedział Killian, odbierając swój rum. - Muszę coś obgadać z Henrym. Pograsz za mnie chwilę prawda? - Spytał, zachęcająco odsuwając krzesło.
- Grałam w pokera jak miałam sześć lat. Nic nie pamiętam- szepnęłam.
- Dasz sobie radę - mruknął czarnowłosy. - Dobra robota z tym facetem.
- Dzięki - powiedziała cicho, po czym usiadłam przy stole. Mężczyźni odeszli a ja zostałam sama.
***
Killian wrócił po dwóch godzinach.
- Tu jesteś - powiedział, łapiąc mnie za łokieć.
- Jezu! Nie strasz mnie - podskoczyłam, kładąc rękę na piersi. - Długo cię nie było, a nie chciało mi się tam cały czas siedzieć. Jak poszło?
- Dobrze. Chyba. Opowiem ci w mieszkaniu. Piłaś prawda? - Spytał, patrząc na szklankę w mojej dłoni.
- Boisz się - otworzyłam szerzej oczy. - Co się stało?
- Opowiem ci po drodze - odparł, łapiąc mnie za łokieć. Skinęłam głową. Wyszliśmy na zewnątrz. - Czekaj. A to piłaś czy nie?
-Mniej niż ty. Dojadę. Daj kluczyki - wyciągnęłam do niego rękę.
- Zadzwonię po taksówkę - mruknął.
- Nie ufasz mi? - Uniosłam jedną brew.
- Nie chcę byś nas zabiła. To dwie różne rzeczy. Taksówka zaraz będzie.
- Okej. Teraz opowiedz, o co chodziło - opatuliłam się mocniej cienkim płaszczem.
Kill?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz