piątek, 22 stycznia 2016

Od Killiana Cd Rosalin

 - Mogłaś chociaż to jakoś wyjaśnić, Ross - mruknąłem idąc do gabinetu. Otworzyłem biurko i wygrzebałem stamtąd starą, zniszczoną księgę, kartki i długopis. Szybkim krokiem poszedłem do siebie. Przebrałem się po czym położyłem się na łóżku. Przekartkowałem księgę znajdując fragment na, którym skończyłem ostatnio tłumaczyć. Chwyciłem kartkę i długopis, a później zacząłem zabawę z tłumaczeniem.

***

- Mów co to jest! - krzyknąłem wbijając mocniej nóż w nogę Nathaniela.
Ten zwijał się z bólu i gdyby nie to, że w ustach miał szmatkę, to słychać by go było w całym budynku.
- Gadaj, starcze - wysyczałem przez zęby. - Wyciągnę ci teraz tę szmatkę z ust, a ty nie będziesz krzyczał, jasne? Mimo, że ciebie nie zabiję to mogę zrobić ci coś o wiele gorszego. A twoi bliscy ucierpią. Rozumiemy się?
Nathaniel gorączkowo pokiwał głową. Wyciągnąłem mu szmatkę z ust.
- Co to jest esencja ludzkiego snu? - warknąłem.
- Przedmiot - wycharczał mężczyzna. - Musisz wziąć coś ze snu. Ludzkiego snu... Koniecznie ludzkiego. Nie możesz wejść do swojego i zabrać coś stamtąd.
Uśmiechnąłem się.
- Dziękuję za informacje, Nat - skrzywiłem się. - Dziwię się, że to mówię, ale dobrze się z tobą współpracuje.
Kopnąłem go jeszcze w brzuch. Ten upadł na podłogę, jęcząc z bólu.

***

Zapukałem do drzwi. Otwarły się one po chwili i zauważyłem tego całego Luke'a.
- Czego chcesz? - warknął i już miał zamknąć drzwi, ale przyblokowałem je nogą.
- Mogę wejść? - spytałem.
Chłopak patrzył na mnie przez chwilę, po czym skinął głową. Kontrolowanie innych jest takie fajne!
- Mam rum - powiedziałem z uśmiechem.
Luke tez się uśmiechnął.

***

- To na serio tak było! - zaśmiał się Luke pijąc kolejną szklankę rumu.
Był już zmroczony alkoholem. Dobrze. Wprowadźmy plan w życie.
- Hahahaha! Nie wierzę! - wybuchnąłem udawanym śmiechem.
- To uwierz - zachichotał.
- Luke, jest późno. Może pójdziesz spać? - zerknąłem na niego.
Chłopak spojrzał na mnie. Przyglądał mi się przez chwilę, po czym ziewnął i upadł na podłogę. Po chwili słyszałem jego chrapanie.
- Ech. Czego się nie robi by posiąść moc - mruknąłem.
Wyciągnąłem sztylet. Zacząłem szeptać zaklęcie. Wszystko wokół mnie zawirowało, a ja zniknąłem i pojawiłem się gdzieś indziej. Wszystko było takie... Niebieskie.
- Super sen - stwierdziłem rozglądając się dookoła. Na komodzie stała waza z kwiatkiem. - Może być - chwyciłem ją szybko. Znowu wypowiedziałem zaklęcie i wyszedłem ze snu.
Luke dalej spał.
- Nic nie będziesz pamiętać, jak się obudzisz - warknąłem do niego.
Rozbiłem wazon sztyletem. Zamiast magicznej poświaty, ostrze rozjarzyło się do czerwoności. Upuściłem je na podłogę. Na dłoni miałem przypaloną skórę. Chwyciłem sztylet w jakąś szmatkę i wyszedłem z pokoju.

***

- Dlaczego to nie zadziałało?! - wydarłem się na Nathaniela.
- Nie wiem - wychrypiał. - Być może nie był do końca człowiekiem.
Już miałem go pobić, ale opanowałem się.
- Mam nadzieję, że pomożesz mi namierzyć jakieś człowieka. Tylko i wyłącznie człowieka - warknąłem. - Bo jak nie, to ktoś z twojej rodziny, pożegna się z życiem.
Oczy starca rozszerzyły się.
- Błagam - wyjęczał. - Nie rób im...
- To mi pomóż do cholery! Czekam do jutra. I postaraj się.
Wyszedłem z piwnicy


Rosalin?