Przystanęłam za drzwiami. Zmarszczyłam brwi, patrząc za siebie. Boru... Zachowuję się jak jakiś zgredek, przywiązany do swojego pana. Zeszłam po schodach i udałam się do najbliższego sklepu zoologicznego. Z pomocą dziwnie miłej dziewczyny, znalazłam wszystko to, czego potrzebowałam. Oczywiście oprócz maści. Przeleciałam z pół dzielnicy, by w końcu ją znaleźć. Okazała się zdziersko droga, ale podobno warto. Przynajmniej według starego, zgrzybiałego aptekarza. Zziajana wczłapałam się na ostatnie piętro budynku.
- Mogliby zamontować tu windę - wydyszałam, otwierając drzwi.
- Przynajmniej wyrobisz sobie kondycję skarbusiu - Killian zmierzył mnie krytycznym spojrzeniem. - Nie zaszkodziłabyś sobie, gdybyś trochę poćwiczyła.
- Dzięki - prychnęłam, odkładając worek z karmą. - Gdzie Blaze? - Spytałam, rozglądając się dookoła.
- W łazience,czeka na kąpiel skarbusiu. Jak widzisz, póki co, mam pracę - wskazał na dokumenty przed nim - więc mycie tego diabła zostawiam tobie. Uważaj, bo gryzie. Dałem mu jedzenie, kiedy cię nie było.
- Jakbyś usłyszał dramatyczne krzyki, to możesz przyjść, albo wzywać pogotowie - zrzuciłam kurtkę i z szamponem na pchły, weszłam do łazienki. Psina siedziała na jednym z trzech okrągłych, puchatych dywaników. Na widok otwartych drzwi zerwała się do biegu, jednak poślizgnęła się na kafelkach. Przejechała kilkadziesiąt centymetrów, po czym się zatrzymała. Mimo głośnych protestów wzięłam ją na ręce i wsadziłam do wanny. Rozpoczęło się mordobicie. Blaze szczekał jakby obdzierano go żywcem ze skóry. Z trudem udało mi się spłukać szampon. Po wszytskim wypuściłam jeszcze mokrego psa i zaczęłam wycierać łazienkę.
- Żyjesz skarbusiu? - Spytał Killian, patrząc na pobojowisko. -- Blaze wyszedł, ale ty już nie. Polazł do kuchni.
- Nie ugryzł mnie - mruknęłam. - Śpi u ciebie.
- Śpi tam, gdzie sobie wybierze. Zostaw to już. Późno jest. Podłoga sama wyschnie - czarnowłosy ziewnął szeroko.
- Nie ma jeszcze dwunastej - zauważyłam, marszcząc brwi.
- Cały dzień łaziłaś po mieście. Na pewno się zmęczyłaś.
- W sumie... zastanowiłam się. - Dobranoc - rzuciłam mokrą ścierkę na ziemię i poszłam do swojego pokoju. Blaze leżał zwinięty w kłębek na mniejszej z dwóch białych poduszek. Uśmiechnęłam się na ten widok, kładąc się obok. Zasnęłam,uśpiona jego monotonnym oddechem.
Kill?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz