sobota, 14 listopada 2015

Od Rosalin Cd. Killian

Po kilku godzinach i trzech butelkach rumu później, goście zbierali się do wyjścia.
- Do zobaczenia - uśmiechnęłam się do Savary, z którą nawet się dogadywałam. Zamknęłam drzwi, jęcząc cicho. - Boże! W końcu poszli - dosłownie zrzuciłam wysokie, czarne szpilki, masując obolałe stopy.
- Dziękuję - powiedział Killian z salonu. Wyprostowałam się nagle, patrząc na niego z niedowierzaniem.
- Co? Mógłbyś powtórzyć? - Spytałam z zadziornym uśmieszkiem. - Chyba nie dosłyszałam.
- Nie przeginaj.
- Czyli jednak masz jakieś serce - przekrzywiłam lekko głowę, patrząc na cały syf w pokoju. - Rano posprzątamy - machnęłam ręką.
- Ty możesz posprzątać - zaproponował Kill. Uderzyłam go lekko w ramię.
- Wal się! - Krzyknęłam ze śmiechem. - Może wyjątkowo ty zrobisz coś dla mnie i posprzątasz?
- Ymm... Nie. Jesteś kobietą tak?
- Killian... - zamruczałam, podchodząc do niego. Wspięłam się na palce, by być z nim na równi. Przygryzłam wargę, patrząc na niego zalotnie. Czarnowłosy pochylił się w moją stronę, uśmiechając lekko. Nasze usta dzieliło kilka centymetrów. Odwróciłam głowę, kiedy przybliżył się bardziej. Czułam słodki, lekko duszący zapach perfum. Dotknęłam jego policzka, odsuwając się trochę - Sprzątniesz jutro - powiedziałam, gwałtownie przerywając pseudoromantyczny moment. Odwróciłam się i odeszłam do swojego pokoju. Słyszałam jeszcze jak Killian wzdycha głęboko, opadając na sofę.
***
Następnego ranka obudziło mnie światło wpadające przez okno. Dziwne... Zazwyczaj budził mnie Blaze. Otworzyłam oczy, rozglądając się dookoła. Nigdzie go nie było. Wstałam i wyszłam do salonu. Cisza i pustka. Ale za to był porządek.
- Killian? - Zawołałam, podchodząc do stolika.  Leżała tam niewielka karteczka.
Wrócę wieczorem. Zabrałem ze sobą Blaze'a. Nie rozrabiaj za dużo skarbusiu. 
Kill
Uśmiechnęłam się pod nosem, idąc do kuchni.Zrobiłam śniadanie dla dwóch osób. Przebrałam się w jakiś dres i zeszłam na dół do Nathaniela.
- Rosalin? - Spytał starzec, patrząc na mnie spod przymrużonych powiek.
- Tak. To ja -powiedziałam, kładąc talerze na stoliku. Mężczyzna miał podbite oko oraz rozciętą wargę. - Przyniosłam ci coś do jedzenia... - ostrożnie nakarmiłam go oraz obmyłam rany.
- Jak ci idzie zbieranie składników? - Spytał, opierając się ze spokojem o ścianę.
- Mam sztylet i krew. Łez jeszcze nie zdobyłam. Ale co jest następne?
- Włosy istoty czystej - odpowiedział. - Killian jeszcze o nim nie wie. Nie powiedziałem mu. - Skinęłam głową, zabierając naczynia.
- Postaram się to zdobyć. Jak tylko będę to miała, to do ciebie przyjdę. I jak będę bezpieczna.
- Jeśli mogę spytać, to co się wczoraj działo na górze? - Przystanęłam na schodach. - Słyszałem krzyki i...
- Wszyscy żyją, choć było blisko - wyjaśniłam tylko, wchodząc do gabinetu. Upewniłam się, że wszystko wzięłam i zamknęłam przejście.

Kill?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz