Przez długi czas jechaliśmy w ciszy.
- Wysadzisz mnie koło Mike'a? Podobno sprzedał już mieszkanie i chciałabym odzyskać swoją kasę - powiedziałam, patrząc przed siebie.
- Jasne. To gdzieś tutaj prawda? - Spytał, zatrzymując się dwie ulice od mieszkania.
- Przejdę się - posłałam mu krzywy uśmiech, wysiadając z samochodu. Trzasnęłam drzwiami, wciskając ręce do kieszeni. Ruszyłam przed siebie, spuszczając głowę.
- Następnym razem łaskawie nie trzaskaj tak - mruknął Killian, przejeżdżając obok mnie, by po chwili zniknąć z warkotem silnika.Wzruszyłam ramionami, powolnym krokiem kierując się do Mike'a. Zapukałam do drzwi, jednak zamiast dobrze znanego mi chłopaka, otworzyła je niska brunetka.
- Tak? - Spytała, lustrując mnie wzrokiem. Nonszalancko żuła gumę, bawiąc się włosami.
- Przyszłam do Mike'a - wyjaśniłam, zerkając ponad jej ramieniem.
- Wyjechał dwa dni temu. Pewnie jesteś Rosalin. Kazał ci to przekazać - dziewczyna podała mi kopertę i zamknęła drzwi przed nosem. Zaciekawiona spojrzałam do wnętrza koperty. Zgodnie z obietnicą były tam pieniądze, jednak o wiele mniej niż się umawialiśmy.
- A to sukinsyn - warknęłam, chowając kasę. Dalej przeklinając blondyna wyszłam na ulicę. Nie mogę marnować czasu. Muszę jeszcze znaleźć Stefano, przekonać go by dał mi sztylet i wrócić do Killiana przed zmrokiem. Yh.. Będzie ciężko.
***
Po ponad godzinnych poszukiwaniach znalazłam znajomego Nathaniela.
- Nie przyjmuję żadnych akwizytorów, komorników ani dziwek - mruknął mężczyzna przez zamknięte drzwi.
- Przyszłam od twojego brata - powiedziałam cicho, rozglądając się na boki. Stefano mieszkał w najbardziej podłej części miasta. Jakoś nie uśmiechało mi się siedzieć tutaj dłużej niż trzeba.
- Spierdalać! Chcę być sam! - krzyknął.
- Stefano... Wiesz, że orzechy zbiera się jesienią? - Spytała cicho, przytykając ucho do szorstkiego drewna. Nagle drzwi otworzyły się a ja praktycznie wpadłam do środka. Poczułam nóż na gardle.
- S-skąd... Ty... - Zaczął starzec, stojący za mną. Wydawał się zszokowany i załamany jednocześnie. Ręce drżały mu z emocji.
- Rozmawiałam z twoim znajomym. Nathanielem. Kazał mi do ciebie przyjść po...
- Drugi bliźniaczy sztylet? - Dokończył za mnie, odstawiając nóż. - Rozumiem - mężczyzna oddychał ciężko. - Stój tu i nie ruszaj się. Zaraz ci go przyniosę. A potem wypad - mruknął, odchodząc. Stałam jak skamieniała, oddychając szybko. Kroki wróciły po chwili razem z nierównym oddechem. - Trzymaj. I nie pokazuj go nikomu - poczułam chłód skóry pod palcami prawej ręki. Skinęłam tylko głową, chowając sztylet do kieszeni. Serce biło mi jak oszalałe, kiedy wyszłam na zewnątrz.
- Dziękuję - szepnęłam.
- Nie dziękuj. Nie wiesz, na co się piszesz dziecko... - odprowadził mnie smutny głos starca. Nie odwracając się za siebie, odbiegłam. Boże... to jakiś szaleniec.
***
Wracałam późnym wieczorem przez znajome ulice. Jestem na siebie zła. Nic nie zdobyłam. Oczywiście obok fiolki z krwią, która ze spokojem leżała w kieszeni kurtki. Nie mam takiej mocy, by zdobyć łzy bez wzbudzania podejrzeń. Będę musiała coś wymyślić. Powoli weszłam po schodach do mieszkania.
- Wróciłam! - Zawołałam, ściągając kurtkę. Blaze wbiegł mi w ramiona, liżąc po twarzy jak szalony. - Już spokojnie skarbusiu - wzięłam go na ręce, wycierając jego ślinę.
- Doobrze... Przynieś mi rum kobieto! - zawołał czarnowłosy z kanapy, rozbijając szklankę o podłogę.
- Jesteś pijany - mruknęłam, podchodząc do niego.
- Taaak - Kill uśmiechnął się błogo. - Gdzie ten rum?
- Rusz dupę sam. Nie jestem twoją służącą - mruknęłam, znikając w swoim pokoju. Na wszelki wypadek zamknęłam drzwi na klucz.
Kill
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz