Czyjś krzyk obudził mnie w środku nocy. Usiadłam gwałtownie na łóżku, głaszcząc śpiącego Blaze'a. Powoli otworzyłam szufladę od szafki nocnej i wyciągnęłam z niej nóż. Wstałam, wychodząc do salonu najciszej jak potrafiłam. Wszędzie było ciemno. Jedynie w gabinecie Killiana paliło się światło. Podeszłam tam, powoli otwierając drzwi. Odetchnęłam z ulgą, kiedy zobaczyłam śpiącego mężczyznę. Schowałam nóż i ruszyłam w jego stronę.
- Killian. Killiaaan... - szepnęłam, potrząsając ramieniem czarnowłosego.
- Hmm...? Ross? Ross! - Poskoczył jak oparzony, uderzając mnie czołem w nos. Odskoczyłam do tyłu.
- Idioto! - krzyknęłam, łapiąc się za bolącą twarz.
- Mówiłem ci, byś tu nie wchodziła - warknął Kill, zamykając jakaś księgę.
- Słyszałam krzyk i myślałam, że ktoś się włamał, albo coś ci się stało... - mruknęłam. - Zajebiście - westchnęłam, widząc krew na ręce. Odeszłam bez słowa, kierując się do kuchni. Zmoczyłam jakiś ręcznik i zaczęłam wycierać szkarłatny płyn z twarzy. - Masz twardą czaszkę - zauważyłam, nawet się nie odwracając. Wiem, że przyszedł za mną.
- Nie rób tego więcej jasne? - Spytał poważnie Killian.
- Spokojnie. Zrozumiałam za pierwszym razem - spojrzałam na niego.
- Czy to nóż?
- To na wypadek, gdybyś znowu chciał się do mnie dobierać - wyjaśniłam. - Dobranoc - minęłam go obojętnie, idąc do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz, gdyby jednak strzeliło mu coś do głowy.
***
Kiedy następnego ranka wstałam, przywitał mnie zapach świeżo zmielonej kawy i smażonego boczku. Niczym na skrzydłach wyszłam z pokoju i poleciałam do kuchni. Killian w samych spodenkach od piżamy robił właśnie śniadanie.
- Dzień dobry - wskoczyłam na jeden z blatów, porywając mu kawę.
- Ej... To moja kawa.
- Już nie - pokazałam mu język. - Robisz coś dzisiaj?
- W sumie to nie - odparł chłopak, ściągając jajecznicę na dwa talerze. Podał mi jeden z nich. - A czemu pytasz?
- Może gdzieś wyjdziemy? - zaproponowałam, wzruszając ramionami. - Na obiad na przykład. Nie chce mi się niczego gotować. Tobie pewnie też nie. A przy okazji wejdziemy z Blaze'm do weterynarza na kontrolę.
- Dobrze skarbusiu. Bądź gotowa koło drugiej. Tylko ubierz się ładnie. Póki co muszę popracować - Kill ukradł mi kubek z kawą i zniknął w swoim świętym gabinecie. Westchnęłam cicho, samotnie skubiąc jajecznicę.
***
Punktualnie o czternastej wyszłam z pokoju.
- Liczyłem na jakąś sukienkę, ale może być - mruknął Killian, uśmiechając się lekko. Sam był ubrany w zwykłe jeansy, koszulkę i marynarkę.
- Mam ich dość na najbliższy czas - wyjaśniłam, poprawiając bordowy sweter. Szybko wciągnęłam tenisówki i ruszyliśmy do wyjścia. Oszczędziliśmy sobie jazdy samochodem i poszliśmy spacerem. W restauracji byliśmy po półgodzinie. Usiedliśmy i częstowaliśmy się czerwonym winem, czekając aż przyniosą nam zamówione jedzenie.
- Killian... - zmarszczyłam brwi, pochylając się do chłopaka. - Facet w czarnych okularach siedzący za tobą ciągle się na nas gapi - mruknęłam. Kill odwrócił się dyskretnie. Jego oczy zrobiły się z dwa razy większe.
- Idziemy. Już. Nie odwracaj się - polecił mi chłodno, chwytając mnie za łokieć.
- Co jest? - Spytałam zdenerwowana, wykonując jego polecenia.
- Powiedzmy, że się nie lubimy. Nie wahaj się strzelać - kiedy tylko wyszliśmy na ulicę, podał mi pistolet. Skrzywiłam się, jednak wzięłam go i schowałam do kieszeni. - Mam jednak nadzieję, że się nie przyda. Raczej nie odważą się nas zaatakować na środku ulicy.
- Kurwa Killian. Co się dzieje? - Spytałam, przyśpieszając kroku.
- Wyjaśnię ci potem - rzucił tylko. - Teraz biegnij - mruknął, robiąc to samo. Przemierzyliśmy wszystkie możliwe boczne uliczki, zanim doszliśmy do naszej ulicy. Kiedy dotarliśmy na piętro, okazało się, że drzwi były wyważone. Poważny Killian przyłożył palec do ust, nakazując mi ciszę. Skinęłam tylko głową, wyciągając pistolet. Odbezpieczyłam go, trzymając przy sobie w pogotowiu. Weszliśmy do środka. Wszytsko wydawało się nie tknięte.
- Idź sprawdź swój pokój. Jak coś, to strzelaj - szepnął Kill, idąc do gabinetu. Skinęłam głową, skradając się do pokoju. Pchnęłam drzwi. Nic. Pusto. Weszłam do środka, sprawdzając na wszelki wypadek szafę. W salonie padły strzały. Podskoczyłam, odwracając się gwałtownie.
- Ross! Uważaj! - Usłyszałam krzyk Killiana. W tym momencie w drzwiach pojawił się jakiś mężczyzna w skórzanej kurtce. Strzeliłam na oślep, trafiając do w udo. Upadł na ziemię z krzykiem. Zanim zdążyłam się zorientować, Pojawiła się następna trójka. Trafiłam jeszcze jednego z nich w ramię, kiedy pozostała dwójka skutecznie mnie rozbroiła.
- Zostawcie dziewczynę! Ona nic nie wie! - krzyknął Killian, trzymany przez jakiegoś osiłka. Siłą wyleczono mnie do salonu.
- Łapy przy sobie - warknęłam, kopiąc w krocze zboczeńca, który położył rękę na moim tyłku. Zgiął się w pół.
- Ty suko... - powiedział jeden z napastników, uderzając mnie w twarz. Krzyknęłam krótko, jednak nie mogłam nic więcej zrobić, dalej trzymana przez osiłków.
- Ej! Mówiłem byś jej nie dotykał! - zawołał Killian, który przy okazji dostał w brzuch.
- Spokój kurwa! - zawołał niski człowieczek, wchodząc na stół i strzelając w sufit. Wszyscy umilkliśmy, wpatrzeni w niewielką postać. - Killian... Miło cię widzieć. Widzę, że dorobiłeś się kobiety - uśmiechnął się w moją stronę. Prychnęłam tylko, przewracając oczami. - Szef będzie zadowolony - niski człowieczek oblizał usta. Poczułam jak kolana się pode mną uginają, a żołądek wywraca na drugą stronę. W całym mieszkaniu rozległ się głośny, szyderczy śmiech.
Kill?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz