Skuliłam się na tylnym siedzeniu samochodu, zaciskając gwałtownie powieki.
- Zwolnij - powiedziałam cicho, czując jak pęd wciska mnie w fotel.
- Oddaj telefon - otworzyłam oczy, by zobaczyć wyciągniętą w moją stronę rękę Killiana.
- Patrz na jezdnię - wydukałam, czując jak krew odpływa mi z twarzy.
- Nie będę patrzeć, póki nie oddasz - powiedział twardo mężczyzna, patrząc na mnie chłodno. Wcisnęłam mu aparat do ręki, drżącymi rękami szukając pasów. Kill odwrócił się, patrząc na jezdnię. Mało co nie przejechał jakiejś staruszki. Przeglądał telefon, kasując zdjęcia i co jakiś czas zerkając na drogę. Oddychałam płytko, nie mogąc się poruszyć. Czułam jak strach mnie paraliżuje.
- Zwolnij proszę - szepnęłam. Jak na złość dodał gazu. Zacisnęłam powieki, podciągając kolana pod brodę. Otworzyłam je dopiero po dziesięciu minutach jazdy. Chyba byliśmy za miastem.
- Nie lubisz szybkiej jazdy? - Spytał Kill, wyrzucając telefon przez okno. Zatrzymaliśmy się gwałtownie, a pasy wbiły mi się mocno w ciało.
- Mówiłam ci, że moja matka zginęła w wypadku - wydukałam, próbując zapanować nad oddechem
- Faktycznie coś było - mężczyzna zamyślił się teatralnie, cofając gwałtownie. Mój telefon umarł pod kołami samochodu. - Ale jestem dupkiem - uśmiechnął się wrednie, znowu dodając gazu. Chyba zaczęłam krzyczeć. Nie wiem.
- Zwolnij! Proszę! - załkałam, zaciskając dłonie w pięści. Minęło kilka minut, zanim faktycznie zwolniliśmy. W końcu zatrzymaliśmy się. Drzwi po mojej lewej otworzyły się szeroko.
- Wysiadaj - powiedział szorstko Kill. Trzęsącymi się rękami, odpięłam pas. Nogi się pode mną ugięły, kiedy wyszłam. Odtrąciłam dłoń mężczyzny, odczołgując się od samochodu. Żołądek wywrócił mi się na drugą stronę. Odepchnęłam od siebie czarnowłosego, rzucając się do kosza na śmieci. Zwymiotowałam całe śniadanie.
- Nienawidzę cię - warknęłam, powoli wstając.
- Ze wzajemnością skarbusiu. Chodź. Póki co ci wystarczy - Kill wziął mnie za łokieć i z jego pomocą weszłam do budynku. Opadłam na kolana, kiedy tylko przekroczyliśmy próg. Blaze zaczął głośno szczekać na nasz widok.
- Już maluszku. Wybacz, że tak długo - szepnęłam, głaszcząc go.
- Wieczorem przychodzą moi znajomi. Pies będzie u ciebie w pokoju. Będę ciebie potrzebo...
- Pierdol się. Dzisiaj wychodzę - warknęłam, podnosząc się z podłogi.
- Gdzie niby? - Kill zmarszczył brwi.
- Nie twój interes - mruknęłam, idąc w stronę pokoju. Mężczyzna zamknął mój nadgarstek w żelaznym uścisku.
- Mój, jeśli będziesz mi potrzebna - wolną dłonią uderzyłam go w twarz.
- Nie jestem żadnym przedmiotem, który możesz sobie wykorzystywać. Puść mnie - powiedziałam. Kill chwycił się za czerwony policzek.
- Ty mała, wredna suko - mruknął. Znowu przerzucił mnie przez ramię, idąc do łazienki.
- Puść mnie! Zostaw! - Krzyczałam, kopiąc go i drapiąc, jednak nic sobie z tego nie robił. Chwyciłam go za włosy, uderzając jego głową w framugę od drzwi łazienki. Zatoczył się, jednak wrzucił mnie do środka i zamknął drzwi od zewnątrz. - Wypuść mnie!- Zaczęłam walić w drewno.
- Nie otworzysz ich. Są zbyt solidne. Kiedyś cię wypuszczę... Kiedyś - zaśmiał się głośno, odchodząc. Odpełzłam od drzwi, siadając w kącie. Zajebiście... Naprawdę super. Poczułam jak w gardle zbiera mi się płacz. Nie! Zacisnęłam pięści. Nie dam mu tej satysfakcji. Odetchnęłam głęboko, odchylając głowę do tyłu. Po jakiś czasie zapadłam w płytki sen.
Kill?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz