- Musieliśmy sobie coś obgadać z Henrym - powiedziałem i wyciągnąłem telefon z kieszeni marynarki. - Trzymaj, skarbusiu i zadzwoń po taksówkę - podałem telefon Rosalin.
- Ale mówiłeś...
- Idź - odwróciłem dziewczynę w przeciwną stronę i popchnąłem lekko.
Spojrzałem na kasyno. Z budynku wyszedł Henry. Skubany narzucił czar, pomyślałem z uśmiechem. Wyglądał tak jak wcześniej, ale pod maską jaką na siebie narzucił miał podbite oko, a krew lała mu się z nosa.
- Taksówka już tu jest - powiedziała Rosalin podchodząc do mnie i oddając telefon.
- Chodźmy, więc skarbusiu.
Weszliśmy do samochodu.
- Gdzie zawieźć? - spytał gardłowym głosem kierowca.
Wyciągnąłem z kieszeni marynarki karteczkę i podałem mu ją. Mężczyzna przeczytawszy adres odwrócił się i spojrzał na mnie badawczo. Wyciągnąłem z portfela 200 dolarów.
- Trzymaj - podałem mu banknot. - Dostaniesz drugie tyle.
Kierowca skinął głową i dodał pedał gazu.
- Tak w ogóle, skarbeńku to jutro przyjdzie Henry. Mnie nie będzie w domu, więc ty go wpuścisz. Ale tylko jeśli będzie miał to co trzeba.
Rosalin zmarszczyła brwi.
- A co ci ma dostarczyć - spytała.
Machnąłem ręką.
- Ma mi dostarczyć połowę pieniędzy, które mi wisi.
- To o tym z nim rozmawiałeś?
- Mniej więcej.
- To tutaj! - zawołał kierowca.
Wysiedliśmy z taksówki. Dałem kierowcy pieniądze za przejazd i spory napiwek.
- Dziękuję - rzekł po czym odjechał.
- Killian, gdzie my jesteśmy? - spytała Rosalin.
Staliśmy przed wielkim zapadającym się budynkiem, który niegdyś był magazynem.
- Muszę załatwić pewną ważną sprawę, skarbusiu.
- Zostawiasz mnie tu na pastwę rabusiów i gwałcicieli? - mruknęła Ross. - Nieładnie.
- Wierzę, że sobie poradzisz - uśmiechnąłem się do niej. - Wrócę zanim ktokolwiek zdąży cię zaatakować. - i nie czekając na odpowiedź obszedłem magazyny i wszedłem tylnymi drzwiami.
Rosalin?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz