Poszedłem do kuchni. Z zamrażarki wyciągnąłem lód. Przyłożyłem go sobie do miejsca, w którym uderzyłem się o framugę drzwi. Po chwili odłożyłem go po czym westchnąłem. Wyszedłem z kuchni i od razu pomaszerowałem w stronę łazienki. Nie chciałem od razu otwierać drzwi, więc po prostu zacząłem pukać. Gdy mimo wszystko Ross nie krzyknęła chociażby "Spierdalaj, świrze!", moje pukanie zmieniło się we wściekłe walenie.
- Czego chcesz?! - usłyszałem zaspany głos dziewczyny.
- Chciałem przeprosić - powiedziałem. - Nie zachowałem się zbyt fajnie, chociaż mimo wszystko ty także nie jesteś jakimś aniołkiem. Ale nie ważne. Tak, powtórzę się: chciałem cię przeprosić. I zawrzeć układ. Ja ciebie wypuszczę, a ty pomożesz mi ze znajomymi.
Nastała chwila milczenia.
- Dobra - stwierdziła Ross.
Wyciągnąłem z kieszeni klucz i otworzyłem drzwi. Rosalin wyszła z łazienki... i czym prędzej czmychnęła do swojego pokoju. Pobiegłem za nią, ale nie zdążyłem i dziewczyna siedziała u siebie zamknięta na klucz.
- Ross! - krzyknąłem waląc pięścią w drzwi.
- Spierdalaj! - odkrzyknęła dziewczyna.
Chciałem zacząć z nią rozmawiać kiedy nagle strasznie zaczęła boleć mnie głowa.
- Kac morderca nie ma serca - mruknąłem.
Wróciłem do swojego pokoju. Nastawiłem budzik by zdążyć ogarnąć wszystko przed przyjściem gości i poszedłem spać.
***
Usłyszałem dzwonek do drzwi. Powoli do nich podszedłem i otworzyłem je.
- Michael! Jak miło cię widzieć! - zawołał łysiejący i otyły mężczyzna w białym garniturze. - Och... Chyba miałeś malutki wypadek - zarechotał na widok braku mojego zarostu
- Witaj, Rolandzie - mruknąłem. - Proszę, rozgośćcie się.
Mężczyzna uśmiechnął się i razem z dużo młodszą od siebie kobietą poszedł do salonu. Mój przyjaciel Marcus skinął mi głową i razem ze swoją dziewczyną udał się tam gdzie Roland.
- Stary! - krzyknął rozradowany Ethan.
Uśmiechnąłem się do niego lekko. Chłopak objął mnie w niedźwiedzim uścisku.
- Puść mnie - stęknąłem. - Brakuje mi powietrza.
Poczułem jak on rozluźnia uchwyt.
- Wybacz - powiedział.
- Spoko - odparłem rozmasowując ramię. - Witaj, Sav.
- Hej - odparła uśmiechając się.
- Chodźcie - weszliśmy do salonu. Usiadłem na kanapie, a obok mnie Ethan i Savara. Na przeciwko na siedzieli Roland i Marcus ze swoimi dziewczynami. Łysiejący mężczyzna wyciągnął cygaro z kieszeni marynarki. Pieprzony dupek.
- To gdzie twoja kobieta, którą się tak chwaliłeś, Michael? - spytał Roland lekko paląc cygaro.
- Wiesz... - zacząłem.
- Przepraszam za spóźnienie - usłyszałem dobrze znany mi głos. Odwróciłem się w tamtą stronę. W drzwiach stała Rosalin. Miała na sobie seksowną czerwoną sukienkę. Włosy miała upięte w warkocz. - Mieliśmy dzień pełen wrażeń z Michaelem. Poszłam spać i no cóż... - dziewczyna zachichotała. - Niestety, ale zaspałam.
Rolandowi z wrażenia wypadło cygaro z ust. Gdybym nie był pod wrażeniem uroku Ross, nawrzeszczałbym na niego.
- Nic się nie stało - odparłem.
Dziewczyna powoli podeszła do mnie i usiadła mi na kolanach.
- Będzie cię to sporo kosztowało - wyszeptała gryząc mnie w ucho.
- Trudno - wymruczałem.
Roland odchrząknął.
- Może zagramy w te karty, co? - spytał.
Rosalin wstała i powoli podeszła do szafki. Wyciągnęła stamtąd pudełko z kartami i rzuciła mi je.
- Zaczynajmy - uśmiechnąłem się.
Rosalin?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz