Prychnęłam, patrząc za odchodzącym chłopkiem. Bohater się znalazł.
Otworzyłam portfel i przeliczyłam skromną zawartość. Wszystko jest.
Założyłam kaptur na głowę, rozejrzałam się dookoła, po czym ruszyłam
przed siebie. Po dwudziestu minutach byłam przed blokiem. Kiedy
otworzyła drzwi, wypadła na mnie dwójka dzieciaków.
- Uważajcie jak łazicie - warknęłam.
- Sama uważaj jak chodzisz suko! - odkrzyknął starszy z nich. Brunet z
krótkimi włosami, ubrany w dres i kamizelkę. Rechocząc głupio, odbiegli.
Kręcąc głową, weszłam do środka. Pod schodami spał jakiś menel. Przez
chwilę myślałam nad tym, by go nie przegonić.
- A j*bać to... - mruknęłam pod nosem, zostawiając faceta w spokoju.
Powoli weszłam po schodach na najwyższe piętr budynku. Zmarszczyłam
brwi. Coś mi nie pasuje... Na ścianie była krew, a drzwi od mieszkania
zostały wyłamane. Po cichu podkradłam się do ściany, nasłuchując.
Usłyszałam głośny jęk i dźwięk tłuczonego szkła. Szybko wbiegłam do
środka.
- Mike! - Zawołałam głośno na widok leżącego na ziemi chłopaka. Trzymał
się za zranioną nogę, wyginając głowę do tyłu. Cały się trząsł.
Nienaturalnie bladą skórę zrosił pot a oczy miały malutkie źrenice. - Co
się stało? Jesteś na głodzie - zauważyłam. Pobiegłam do swojego pokoju.
Również był zniszczony,ale w mniejszym stopniu. Może dlatego, że
bardziej się go już spierdolić nie dało. Uniosłam jedną z obluzowanych
desek, wyjmując spod niej zwykłą foliówkę. W środku był cały zestaw do
podania narkotyku. Podbiegłam z powrotem do Mike'a. Po niecałej minucie,
ostrożnie wbiłam mu igłę w zgięcie łokcia. Drgawki momentalnie ustały,a
powieki chłopaka zamknęły się powoli. Patrzyłam jak mięśnie rozluźniają
się. Opadłam na podłogę, zasłaniając oczy dłonią. Blondyn doszedł do
siebie po dziesięciu minutach.
- Przyszli dwie godziny po tym jak wyszłaś - zaczął cicho, dalej nie
podnosząc powiek. Miał bardzo zachrypnięty głos. Podeszłam do zlewu i
nalałam mu szklankę wody. Pomogłam chłopakowi oprzeć się o szafkę, po
czym podstawiłam szkło do ust, by mógł się napić. - Najpierw zabrali mi
towar. Nic nie skołowałem na mieście. Kiedy byłem na głodzie, przyszła
dwójka dzieciaków. Wbili mi nóż w nogę i coś zabrali. Nie wiem co -
opowiedział chłopak. Pokiwałam głową, po czym wstałam.
- Gdybyś nie był ćpunem, nie stało by się to - powiedziałam tylko,
odkładając szklankę i idąc do siebie. Przystanęłam w drzwiach. - Dasz
radę naprawić jutro drzwi?
- Tak
- Dobrze - skinęłam głową, po czym weszłam do siebie.
***
Następnego ranka stałam przed jedyną szkołą w tej dzielnicy. Uważnie patrzyłam na wychodzących uczniów.
- Przyszłość narodu. Dobre żarty - prychnęłam, widząc palącą młodzież.
Trzy dziewczyny dawały sobie w żyłę, pod głównymi schodami. W końcu
jednak wyszedł on. Pucowaty chłopak w dresie i kamizelce. Obserwując go
uważnie spod kaptura, ruszyłam za nim. Nic nie podejrzewał, szybkim
krokiem idąc przed siebie. Skręcił w boczną uliczkę. Bingo. Pobiegłam za
nim. Chwyciłam mocno za ubranie i przyszpiliłam do ściany. Rozglądnęłam
się dookoła, upewniając, czy nikt niczego nie widział, jednak nigdzie w
zasięgu wzroku nie było żadnej żywej duszy. Chłopak wyglądał na jakieś
trzynaście, może czternaście lat. Patrzył na mnie szeroko otwartymi ze
strachu oczami.
- Co wczoraj ukradliście z tamtego mieszkania? - Warknęłam.
- Radio. Ale opchnęliśmy je w pobliskim lombardzie - wydukał chłopiec. Tchórz i zdrajca.
- Gdzie macie pieniądze? - Dopytałam. Tym razem milczał. Uderzyłam go z liścia w twarz.
- Nie ma ich okej?! - krzyknął dzieciak, próbując się wyrwać. - Ma je Max!
- Dzisiaj grzecznie wrzucisz mi je do skrzynki na listy. Pamiętaj, że
zawsze cię znajdę, więc nawet nie próbuj uciekać - mruknęłam, puszczając
go. Na pożegnanie dostał jeszcze kopa w tyłek. Uciekał, aż się za nim
kurzyło.
-Nie ładnie tak straszyć dzieci skarbeńku - zauważył męski głos za moimi
plecami. Westchnęłam, odwracając się do mężczyzny. Stał, oparty
swobodnie o ceglastą ścianę.
- Po prostu odzyskuję to co moje - odparłam. - Nie ładnie jest również
śledzić obce kobiety i atakować je w środku nocy na ulicy - mruknęłam,
patrząc na niego znacząco.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz